Jak to jest mieć kilka psów?


Zastanawiając się nad tym, czy dwa psy w moim domu są dobrym pomysłem, rozmawiałam z bardzo wieloma osobami. Wśród nich znaleźli się właściciele psów, weterynarze, hodowcy. Dużym wsparciem okazali się być też inni psi blogerzy, którzy mają po 2, 3 a czasem nawet 5 psów 😀 Ich historie pokazują, że każdy przypadek jest inny i nie ma jednego schematu w relacjach między psami i ludźmi. Poniżej znajdziecie cztery różne historie czterech różnych blogerów. Mam nadzieję, że będą dla was źródłem inspiracji i pomogą w podjęciu decyzji jeśli podobnie jak ja zastanawialiście się, czy w waszym domu powinien pojawić się kolejny pies.

 

Jak to jest mieć kilka psów? - Piesologia
piesdokwadratu.pl
Aby zrozumieć, jak to się stało, że do mojej rodziny dołączył drugi pies koniecznie trzeba wiedzieć, skąd właściwie wziął się ten pierwszy. Być może trudno w to uwierzyć, ale jeszcze 5 lat temu byłam bardzo przeciwna sprowadzaniu do domu psa – zwierzęcia, które kojarzyło mi się wyłącznie ze spacerowymi obowiązkami, trudniejszą organizacją wakacyjnych wyjazdów i wydatkami na weterynarza. Chociaż przez całe życie marzyłam o psie i wspólnych długich przechadzkach (oczywiście na błyszczącej nowością smyczy flexi! :P) uważałam, że to jeszcze nie ten moment, a na realizację takiej wizji należy poczekać co najmniej kilka lat. Tak się jednak złożyło, że P. czekać nie chciał. Prosił, przekonywał, marudził, a ja, jak można się łatwo domyślić, w końcu zmiękłam. Ale jako, że w głębi duszy wciąż byłam sceptycznie nastawiona do koncepcji postawiłam warunki: po pierwsze, pies miał pochodzić z dobrej hodowli, bo nie chciałam mierzyć się z wychowaniem zwierzęcia po przejściach, po wtóre zaś P. mógł wybrać dowolną rasę, po warunkiem, że nie będzie to golden retriever. Tak oto mniej więcej rok później wyruszyliśmy na wyprawę do Arislandu, znanej hodowli seterów irlandzkich, aby P. mógł odebrać swojego szczeniaczka.
Totalnie wsiąkłam w psiarstwo. Jednocześnie jednak przekonałam się, że ja i wybrana przez P. ruda królewna mamy zupełnie rozbieżne życiowe priorytety. Kocham ją przeokropnie, jest najbardziej uroczym i najpiękniejszym czworonogiem, jaki kroczy po tym ziemskich łez padole, mam jednak bolesną świadomość, że trudno o psa gorzej dopasowanego do mnie. A że P. od samego początku przebąkiwał, iż jedyny słuszny model rodziny to 2+2 znowu zaczęłam stawiać warunki. Drugi pies? Proszę bardzo, pod warunkiem, że tym razem zwierzę będzie wybierane ściśle pod moje osobiste preferencje. Tak zaczęło się bardzo świadome poszukiwanie Gambita – rasy, hodowli, skojarzenia. Drugi pies pojawił się w domu po około półtora roku poszukiwań.
Po młodego pojechaliśmy z Tytanią, więc psy miały okazję powąchać się jeszcze w Austrii. Tytania rzuciła na szczeniaczka okiem, po czym stwierdziła, że nie jest to coś, czemu wypada poświęcać uwagę. Szczeniaczek zaś był bardziej zainteresowany innymi elementami rzeczywistości. Krótko mówiąc, w pierwszych godzinach znajomości psy zupełnie się ignorowały. Zabawa zaczęła się po tym, jak przyjechaliśmy do domu. Gambit zagonił Tytanię jak owcę w róg pokoju, Tytania uciekła na kanapę, a ja wybuchnęłam płaczem i pobiegłam przepraszać rudą za to, że sprowadziłam jej głowę czekoladowego potwora. Po kilku dniach, które upłynęły mi głównie na wynoszeniu szczeniaka na spacery, ścieraniu z podłogi efektów miliona wpadek, tuleniu Tytanii oraz przeżywaniu czegoś na kształt poporodowej depresji mój psi guru przyjechał w odwiedziny, by postawić mnie mnie do pionu. Tak naprawdę to wtedy zaczęło się nasze prawdziwe, wspólne życie.
Rzeczywistość posiadania dwóch psów bywa trudna i czasochłonna, nie sądzę jednak, aby wynikało to konkretnie z liczby zwierząt. W moim przypadku to kwestia tego, jak różne są moje psy – mają kompletnie odmienne potrzeby i spacerowe preferencje, co powoduje, że tak naprawdę aby mogły w komfortowy sposób realizować siebie wypadałoby… zajmować się nimi oddzielnie. To zaś pochłania ogromnie dużo czasu. Mimo wszystko staram się chodzić na osobne spacery, tak aby każdemu z nich zapewnić to, czego faktycznie potrzebuje.
Absolutnie nie żałuję, że w domu pojawił się drugi pies. Dzięki niemu odkrywam zupełnie inny rodzaj relacji, jaką można wytworzyć z tymi zwierzętami, daje mi też możliwość głębszego wejścia w świat sportu – niedawno stanęliśmy na podium w naszych pierwszych oficjalnych zawodach obedience. Jednocześnie, obecność Gambita pozwoliła mi obniżyć oczekiwania wobec dotyczące posłuszeństwa u Tytanii, wyluzować i po prostu bardziej lubić ją na co dzień.

 

Jak to jest mieć kilka psów? - Piesologia
zapsieniwsieci.pl

 

Po raz pierwszy drugi pies pojawił się, kiedy Tina miała lat 12. Ja byłam wtedy w szkole średniej. Marzył mi się od dawna drugi pies, duży pies. Myślałam wtedy o wilczaku czechosłowackim. Jednak pies z hodowli był poza moim zasięgiem cenowym, a poza tym wiedziałam, że jeszcze nie jestem tak doświadczona by jakąkolwiek pracę z psem zacząć od tak wymagającej rasy. Tym bardziej, iż Tina była typowym kanapowcem, który nie znał nawet komendy siad 😉 Tak się potoczyło, że chłopak z którym się wtedy spotykałam miał w domu 16-sto letniego mieszańca jamnika, który był już tak schorowany, że wiadome było, że więcej niż kilka dni nie przeżyje. Nic mi nie mówiąc znalazł w gazecie ogłoszenie i pojechał po kundelka, szczeniaczka. Kiedy zobaczyłam tą ślamazarną kulkę, powiedziałam, że też chcę, ale jak się okazało wszystkie pieski były już rozdane. Kolejny dzień, kolejna gazeta i po pierwszym telefonie umówione spotkanie na wieczór. Cała gromadka wesoło biegała między nami , a właścicielami, tylko jeden był wyraźnie bardziej mną zainteresowany. Już wtedy wiedziałam, że to będzie mój syneczek.

Z racji iż Tina była psem rodzinnym, do tego w sędziwym wieku, sobie po prostu była. Nikt niczego od niej nie wymagał. Natomiast z Dołkiem było zupełnie inaczej. Był to mój i tylko mój pies. Więc od małego ogromny nacisk kładłam na socjalizację i naukę. Uczyliśmy się w zasadzie oboje od siebie nawzajem. Przez chwilę nawet próbowaliśmy swoich sił w grupie poszukiwawczo-ratowniczej. Myślę, że gdyby wszystko potoczyło się tak jak sobie zaplanowałam, to działalibyśmy do dziś, ale jak wiadomo plany lubią się zmieniać.Kiedy Shadow  kończył 2 lata nasze stado miało się powiększyć. Pokrywało się to mniej więcej z wyprowadzką z domu rodzinnego. Zaplanowany był samiec, rasy border colie po pracujących rodzicach. Plan był by wspólnie, całym stadem rozwijać ratowniczą pasję. Tak jak wspomniałam taki był plan. W rzeczywistości 2 dni po naszej wyprowadzce okazało się, że znajoma znalazła szczeniora, a sytuacja w jakiej się znajdowała absolutnie nie pozwalała by na dłużej u niej został, gdyż miała świeżo adoptowaną psicę z problemem w postaci agresji do innych psów. Wiadomo jak mogło się to skończyć. Był to czas świąt wielkanocnych, dlatego ustaliłyśmy, że zaraz po nich maluch przyjedzie do mnie. W dniu kiedy miało to nastąpić zapadła spontaniczna decyzja, że psiak zostanie na stałe. Nawet nie znałyśmy płci. Po problemach zdrowotnych Tiny, nie wyobrażałam sobie żebym zdecydowała się na kolejną sukę, jak się okazało nie był to samiec. W tamtej chwili Rasta miała około 3-4 miesięcy i na pewno wiele przeszła. Potrzebowała dużego nakładu pracy, dlatego Shadowkowi wiele odpuściłam, skupiając się na wyprostowaniu Rasty. Kosztowało to ogrom łez i potu, ale było warto.
Obecnie Shadow pomału szykuje się na psią emeryturę. Fizycznie chłopak przestaje dotrzymywać nam kroku, dlatego przygotowujemy się na powiększenie stada. Plan jest taki by w pierwszej połowie przyszłego roku pod naszym dachem pojawił się wymarzony, wyczekany border. Myślę, że będzie to idealny czas by zaprowadzić małe zmiany w funkcjonowaniu stada. Shadow zbliżając się do 10 roku życia będzie wycofywany z większych aktywności, już teraz widać, że chłopak nie zawsze daje radę. Natomiast maluch przez pierwszy rok będzie stopniowo wprowadzany. Większe skupienie powędruje na Rastę, by korzystając z momentu popracować nad pozostałymi brakami. Jedyny problem jaki się na chwilę obecną pojawia, to decyzja w kwestii płci. Po pojawieniu się Rasty utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że na pewno nie chcę nigdy więcej żadnej suki. Wszystko przewróciło się do góry nogami kiedy dziewczyna skończyła 5 lat. Zmieniła się nie do poznania i czasami łapię się na tym, że chciałabym by kolejny psiak był dokładnie taki jak ona.
Jak już wspomniałam, ogromny nacisk kładłam na socjalizację Shadowa, dlatego nie było najmniejszego problemu z jego strony, by zaakceptować fakt pojawienia się nowego członka w naszym stadzie. Jeśli chodzi o oczekiwania, a rzeczywistość, to troszkę się różniły. Głównie dlatego, że Rasta okazała się psem po przejściach z wieloma problemami i trzeba było włożyć w nią o wiele więcej pracy niż się spodziewałam. Nie znaczy to, że czegokolwiek żałuję. Gdyby ktoś cofnął czas zrobiłabym dokładnie tak samo. Jedyne co bym zmieniła to przyzwyczajenie obu psów do tego, że czasem jedno musi samo zostać w domu i na spacery czasem chodzić na zmianę. Od początku wszędzie psy zabierałam/zostawiałam we 2. Dlatego teraz bywa ciężko, kiedy chcę wyjść tylko z jednym psem. Wydaje mi się, że wprowadzenie trzeciego psa do stada trochę ułatwi nam funkcjonowanie 😉
Jak to jest mieć kilka psów? - Piesologia
cardimania.pl

 

Corgi pojawił się u mnie w domu w 2001 roku i zaraził miłością do rasy. Pierwsza była suczka welsh corgi pembroke – to ten pies, co go królowa angielska kocha i posiada. Miłość rosła, rosła do rasy, do ludzi skupionych wokół rasy (na szczęście mamy super corgowe grono). Niestety rodzice nie byli fanami posiadania stadka psów 😉
W międzyczasie ja dorosłam, usamodzielniłam się i czekałam na swojego wymarzonego cardigana (czekałam tak 10 lat!). W 2011 roku urodził się miot, a w nim moja wymarzona marmurkowa suczka. W 2012 roku zamieszkała z nami i wywróciła dom do góry nogami. W corgi środowisku jest jedna złota myśl – co jest lepsze niż corgi? DWA CORGI! Znajomi mieli dwie sztuki i więcej i widziałam, jak fajnie psy żyją ze sobą. Wiedząc, że psy to zwierzęta stadne – postanowiliśmy, że Biba będzie miała towarzystwo. Niespełna 2 lata później pojawiła się Yuma. Suczka z tej samej hodowli, ba rodzinnymi koligacjami – jest ciocią Biby. Cóż – przywieźliśmy do domu małą brązową kulkę, która po wejściu do domu szukała u zszokowanej Biby cyca! Tego Biba nie wytrzymała i obraziła się na nas! Poszła na swoje posłanie i usilnie go pilnowała. Nie chciała chodzić nigdzie, uciekała na łóżko lub kanapę. Nie wiedziała co zrobić z faktem, że to małe coś jest w domu! Yuma, jak to szczeniak, miała w nosie niechęć Biby i postanowiła, że przyjaźń będzie czy Biba chce czy nie. Chodziła z nią, lizała po pysku zapraszała do zabawy. Po tygodniu, mniej więcej, Biba zrozumiała, że w domu jest najlepsza na świecie samobieżna zabawka! Tak narodziła się miłość i przyjaźń moich suk 🙂 Spały razem, tuliły się, bawiły itd.
Ale to nie koniec – bo znowu niecałe 2 lata później pojawiła się w domu Twiggy, jednak tu poszło łatwo. Twiggy urodziła się w naszym domu i razem ze swoim rodzeństwem była w domu non stop. Ona naturalnie wtopiła się w dom i stado. W tej chwili jest najlepszą przyjaciółką Yumy. Suki bronią siebie zawzięcie, tworzą stado/sforę. Jeżeli którakolwiek zapiszczy w zabawie z innym psem, to natychmiast materializują się pozostałe dwie i sprawdzają co się dzieje. Posobnie było podczas jednego starcia Twiggy z inną suką – Yuma wpadła w środek ze szczekiem i pomocą. Posiadanie więcej niż jednego psa, jest moim zdaniem najlepsze dla czworonoga. Psy w stadzie chowają się zupełnie inaczej i są według mnie szczęśliwsze.

 

Jak to jest mieć kilka psów? - Piesologia
zamerdani.pl
Kiedy mój pierwszy pies Budzik był już w zaawansowanym wieku, postanowiłam kupić szczeniaka. Z dwóch powodów – raz by przejął jak najwięcej nawyków i zachowań starszego psa (wtedy naiwna jeszcze wierzyłam, że szczeniak będzie mini kpią starego psa), dwa dlatego, że w przypadku nieuniknionej śmierci Budzika w najbliższym czasie (nowotwór) nie chciałam zostać bez psa. Była to jak najbardziej świadoma decyzja. Rasa oczywiście musiała być ta sama. Przedstawione zostały sobie normalnie, szczeniak na rękach był podany starszemu psu do obwąchania, a potem zostawione były by same się poznały oczywiście pod nadzorem. Liczyliśmy, a raczej byliśmy pewni, że Budzik i Donner się dogadają. Budzik był niesamowicie mądrym i spokojnym psem, chętnie zapraszał do siebie psich kumpli i zawsze bardzo delikatnie i ładnie się z nimi bawił. Bywał agresywny na spacerach, ale kiedy psa poznał, był oazą spokoju i cierpliwości. Niestety… okazało się, że z Donnerem się tolerowali, ale miłości nie było i szczeniak bardzo szybko skończył na zszywaniu. Ogólnie, nie było źle, ale o wspólnych zabawach, spaniu razem itp. nie było mowy. Było to raczej tolerowanie się do pewnego momentu i mimo, że pilnowaliśmy, żeby szczeniak nie właził na głowę starszemu psu, kiedy były same w ogrodzie, było to ciężkie do upilnowania.

Gdy znów zostałam tylko z jednym psem, chciałam kupić psa pod dogoterapię, ze względu na to, że Donner ze swoim charakterem się do tego nie nadawał. Przypadek sprawił, że zamiast kupna szczeniaka z hodowli, przygarnęliśmy wiejską-bidę, więc pewnie nic nie wyjdzie z dogoterapii, ale skoro i tak chcieliśmy drugiego psa, to jakoś nie bardzo pochodzenie psa wpłynęło to na naszą decyzję. Ale nie była to świadoma decyzja. Był to impuls – skoro chcemy drugiego psa, to może zamiast kupować psa, który i tak pewnie znajdzie super dom, bo będzie pięknym puchatym szwajcarem, z papierami, to może lepiej dać dom psu, który nie wiadomo jak skończy (buda, łańcuch, czy w ogóle ktoś go weźmie). Obecnie cały czas męczy nas tylko jedno pytanie: „Co z niej wyrośnie?”, bo nie znamy ojca.Mając w pamięci to jak Budzik i Donner się dogadywali, z góry założyłam, że przy charakterze Donnera, który ma zero wyczucia, zero delikatności i nie lubi innych psów (nawet z kolegą „od szczeniaka” musi się bawić w kagańcu, bo bywa nieobliczalny) także z góry założyliśmy, że szczeniak skończy na zszywaniu. Przedstawione sobie zostały tak samo: najpierw szczeniak na rękach do obwąchania, a kiedy emocje opadły, zostały puszczone luzem by się poznały pod nadzorem. No i znowu czekało nas zaskoczenie, ponieważ Donner zakochał się w szczeniaku. Pozwala małej na wszystko, włazić na siebie, zaglądać do gardła, podgryzać (a szczeniak nie umiarkuje swojej siły) przy czym sam jest niesamowicie delikatny i ostrożny.

Wadą posiadania dwóch psów jest to, że póki szczeniak jest mały mój cały wolny czas (i to dosłownie) poświęcony jest psom. Poranny spacer z 30-40min zamienił się w 1,5h. Najpierw szczeniak, potem starszy pies, a potem jeszcze szybki sik przed samym wyjściem. To samo spacer wieczorny oraz treningi posłuszeństwa. Wadą jest to, że każdemu muszę co innego dawać do jedzenia, bo szczeniak najchętniej żywiłby się energią słoneczna i powietrzem (choć ostatnio zasmakował w surowym mięsie), a Donner z powodu wrażliwego żołądka, sporadycznie dostaje surowiznę, więc muszę mu gotować lub dawać chrupki. Wadą może być to, że w małym mieszkaniu wspólne zabawy psów, są niczym tsunami, ale Donner przynajmniej jest wymęczony i to bez treningów canicrossu czy bikejoringu, które z powodu niedawnej choroby zostały chwilowo zaprzestane. Na pewno problemem są wspólne „durne” pomysły i podpuszczanie się w stylu: starszy pies wie, że nie można ściągać ze stołu rzeczy, ale jestem w 100% przekonana że podpuszcza do tego szczeniaka, a potem wspólnie na tym korzystają. Starszy pies wie, że nie można robić pewnych rzeczy – wchodzić w rabatki, kopać dziur na trawniku, ganiać naszych kotów, ale tak się jakoś składa, ze jak szczeniak coś takiego robi to Donner również.
Zalety posiadania dwóch psów są takie, że psy zajmują się sobą, nie mączą nas by się z nimi bawić (na chwilę obecną zabawa z nami jest mniej atrakcyjna niż ich wspólna, co zbytnio mi nie przeszkadza). Młodszy pies momentalnie łapie niektóre zachowania starszego psa (zazwyczaj te głupie – co może być i wadą) np. siadanie i oczekiwanie w spokoju na jedzenie, spacer itp. Starszy pies przy szczeniaku bardzo się wylajtowił. Chętniej się głaska i przytula, mniej świruje na spacerach. Zaczął cenić sobie spokój. Jest w domu dużo weselej i naprawdę miło patrzy się na ich wspólne zabawy.

Jeśli zainteresował was temat posiadania kilku psów, zachęcam też do zajrzenia na poniższe blogi:

pufoswiat.blogspot.com
sledztezpies.pl
pieswwarszawie.pl