“Zaświaty, czyli…” czy pies może być aktorem?


Właśnie wróciłam z przedstawienia “Zaświaty, czyli czy pies ma duszę?” w reżyserii Marii Seweryn.
Jest to, jak czytamy na stronie Och Teatru:
“Czarna komedia filozoficzna, jeśli można by tak określić gatunek tego
tekstu. To opowieść o trzech zabawnych kobietach, striptizerkach, które
śpiesząc się na kolejny występ do restauracji, nie chcąc zabić  psa,
który im wbiegł na drogę, uderzają w latarnię i giną w wypadku
samochodowym. Trafiają w Zaświaty i czekają na Sąd Ostateczny. Trafia za
nimi także pies, którego nikt tam nie chce. Podczas pobytu w poczekalni
przed sądem odkrywają swoje lęki, fobie, wątpliwości, śmieszności,
tajemnice życiowe, ale także walczą o psa, o uznanie jego godności i
duszy.”
"Zaświaty, czyli..." czy pies może byc aktorem?
Nic dodać, nic ująć .Obsada? Viola Arlak, Małgorzata Bogdańska, Paulina Holtz, Krzysztof Pluskota oraz… chihuahua Gino Kardasz (Spooky) oraz Lulu. Jak łatwo się domyśleć ostatni dwaj aktorzy to żywe, czterołape psy. I tu pojawia się pytanie: czy w teatrze ucierpiały jakieś zwierzęta?
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak. W końcu teatr to miejsce, w którym jest głośno, tłoczno, palą się ostre światła, ludzie bija brawa… czyli dzieje się wszystko, by pies miał się czego bać. Jednak w tym spektaklu widać, że zrobione jest wiele, by psie “cierpienie” złagodzić. Po pierwsze pies pojawia się na chwilę i “magicznie” znika ze sceny, gdy robi się naprawdę głośno i aktorzy tańczą chaotycznie przy głośnej muzyce. Później pies pojawia się na dłużej, a razem z nim pojawia się miska z wodą. Podczas spektaklu, który oglądałam Chihuahua nie napił się ani razu, ale fajnie, że miał taką opcję 😉 W ogóle przez większą część spektaklu psiak wyglądał n spokojnego i nawet przysypiał sobie z lekka. No i ten jego język wystający zabawnie z pyszczka… 😛
"Zaświaty, czyli..." czy pies może byc aktorem?
Od lewej: Viola Arlak, Paulina Holtz, Lulu i Małgorzata Bogdańska, fot. Marek Dusza (Culture.pl)
No ale światła zapalają się i gasną, pojawiają się mgły i dymy, aktorzy biegają po scenie i krzyczą, publiczność śmieje się i klaszcze…a Gino taki spokojny…? Szybko doszłam do tego co i jak, gdy tylko zobaczyłam, że Zofia de Ines robiła kostiumy do tej sztuki. Wiem z pewnych źródeł, że obecny na scenie chihuahua jest jej własnym, prywatnym psiakiem. Drugi psi aktor, grający chyba zamiennie (?), to z tego co wiem, pies reżyserki spektaklu. Dlatego można powiedzieć, że psy są ze sceną otrzaskane.
A wy co myślicie o psich aktorach? A może ktoś był na sztuce i widział zachowanie Lulu na scenie? Czy była tak spokojna jak Gino?